Historyczne jubileusze w 2009 r. w świetle politycznych debat w Polsce
Rok 2009 powinien zapisać się w sposób szczególny na mapie pamięci historycznej Polski i Europy. Mieliśmy bowiem okazję do uczczenia dwóch ważnych dat, które – każda w inny sposób – zaważyły na dziejach naszego kraju i całego kontynentu. Były to daty-cezury historyczne, między którymi mieści się pewna epoka dziejów. Pierwsza data to dzień wybuchu II wojny światowej, 1 września 1939 r. Strzały na Westerplatte zapoczątkowały sześcioletnią wojnę, której efektem były nieznanej dotąd skali mordy na bezbronnej ludności cywilnej i jeńcach, spustoszenia materialne, głębokie zachwianie systemem wartości. Polska została szczególnie dotknięta tym konfliktem. Mimo dramatycznej obrony stała się terenem okupowanym przez dwie dyktatury, hitlerowskie Niemcy i stalinowski ZSRR. Została poddana głębokim i brutalnym przekształceniom, których instrumentem były przede wszystkim represje. Ludobójczą politykę na ogromną skale rozwinęli zwłaszcza naziści, likwidując miliony polskich obywateli żydowskiej, ale także polskiej i innej narodowości. Wysiedlenia, deportacje, obozy koncentracyjne, miejsca zagłady i egzekucji, rabunkowa polityka gospodarcza, pozbawienie Polaków podstaw normalnego rozwoju społecznego i narodowego oraz obrócenie w kategorię podludzi stanowiły istotę okupacji niemieckiej. Na Kresach Wschodnich zsyłki, areszty, wywłaszczenia, indoktrynacja komunistyczna dotykały w większości Polaków, ale i Białorusinów, Ukraińców, czy Żydów. Blizny po ranach wtedy zadanych widoczne są do dziś. Nieraz jeszcze bolą. Ostatnia wojna pozostaje wciąż dla Polaków wydarzeniem żywym i ważnym, którego traumy do końca nie przezwyciężyliśmy.
Podział Europy i świata po 1945 r. na dwa przeciwstawne bloki polityczne dodatkowo skomplikował położenie poranionego, zubożałego narodu, wepchniętego w dodatku w nowe granice i polityczną podległość. Polska wraz innymi państwami Europy Środkowo-Wschodniej znalazła się w strefie wpływów ZSRR i – mimo podejmowanych prób zrzucenia tej zależności – pozostawała członkiem tego »związku” przez następne długie dziesięciolecia. Poważniejsze rysy w radzieckim monolicie zaczęły pojawiać się wraz z narodzinami »Solidarności”. Wprawdzie ruch ten po kilkunastu miesiącach próbowano zdławić, nie udało się jednak zatrzymać procesu destrukcji systemu w Polsce, a także innych krajach socjalistycznych.
Rok 1989 możemy więc widzieć jako niemalże czas cudów, wspaniałych uniesień narodowych, których tym razem nie ważono się na ogół tłumić siłą. Po raz pierwszy od 1945 r. w krajach Europy Środkowo- Wschodniej doszło powszechnie do wrzenia, które śmiało można nazwać rewolucyjnym w tym dawnym dziewiętnastowiecznym znaczeniu. Mówimy potocznie o Jesieni Narodów. Wypadków tych jednak nie można sprowadzać do kilku jesiennych miesięcy. Nie tylko obrady »okrągłego stołu” w Polsce, demonstracje na ulicach Berlina i innych miast NRD, lecz także protesty w Pradze i innych stolicach krajów socjalistycznych pokazały, że na naszych oczach kończy się epoka dominacji radzieckiej, próchnieje martwy od dawna kościec komunistycznej ideologii, wreszcie rozpada się narzucony sojusz i »przyjaźń”, a wyzwalające się narody żądają demokracji, praw człowieka, wolności w życiu osobistym i publicznym. Nadszedł czas odrzucenia Jałty, czyli symbolizowanego przez konferencję Wielkiej Trójki porządku politycznego narzuconego wielu narodom wbrew ich woli. W tym sensie 1989 r. był prawdziwym zakończeniem politycznych skutków drugiej wojny światowej. Wyzwolenie, o którym marzono i o które walczono w początkach lat 40., dla narodów wtłoczonych w »rodzinę krajów socjalistycznych” wreszcie nadeszło. Rocznicowe wydarzenia publiczne roku 2009 łączyć zatem mogły te wątki historii XX w. – z jednej strony czas klęski, upokorzenia, strachu, masowej śmierci, a z drugiej zwycięstwa, wolności narodów i jednostek, międzynarodowej solidarności.
Czy polskie władze uczyniły wszystko, by nie tylko w Polsce, ale i w Europie ten sposób widzenia wydarzeń rocznicowych był czytelny, zrozumiały? Jakie kroki podjęto? Czy wykorzystano obchody 2009 roku, by przedstawić Europie polski punkt widzenia na te wydarzenia? Publicystyczne dyskusje, wypowiedzi polityków co rusz przecież nawiązywały do tej europejskiej ignorancji na temat naszych dziejów. I oto nadszedł czas jak najbardziej przydatny do prowadzenia polityki historycznej. Czas działań, a nie tylko werbalnej aktywności. Rocznice mogą jednak sprawiać kłopot, jeśli nie mogą być wykorzystane politycznie. Przy takim podejściu obrady »okrągłego stołu” oraz niedemokratyczne w pełni wybory czerwcowe 1989 r., fundament odrzucanej i obwinianej o wszystko co złe III RP, jawić się musiały jako coś podejrzanego, nie wartego ogólnonarodowego upamiętniania. Urazy o charakterze prywatno-politycznym wzmacniały dodatkowo takie podejście, szkodząc wizerunkowi Polski na zewnątrz. Kulminacją owego podejścia były skomasowane ataki na przywódcę Solidarności, Lecha Wałęsę, głównego architekta nie tylko wydarzeń przełomu lat 70 i 80, lecz także przełomu następnego dziesięciolecia. Na relacjach z Niemcami, którzy w naszych bojach o historię zajmują poczesne miejsce, ten zorientowany na konflikt charakter nowej polityki historycznej musiał wpłynąć.
Po wyborach do sejmu jesienią 2007 r. nadszedł czas zmian, także w sposobach uprawiania polityki historycznej. Zmienił się ton i atmosfera, zwłaszcza w relacjach zewnętrznych. Niektóre projekty zarzucono, inne uległy znaczącym zmianom. Wysunięto nowe pomysły. Do nich bez wątpienia można zaliczyć projekt podręcznika polsko-niemieckiego oraz budowę muzeum II wojny światowej. Projekt utworzenia muzeum II wojny uznać należy w naszych warunkach za wyjątkowy. W intencjach autorów koncepcji ma to być bowiem muzeum uniwersalne, pokazujące wielowymiarowo to wydarzenie. »Idea stworzenia Muzeum II wojny światowej […] jest próbą pokazania całej złożoności pamięci tego najważniejszego i najtragiczniejszego doświadczenia Europejczyków XX wieku – czytamy w artykule Pawła Machcewicza i Piotra Majewskiego, autorów koncepcji. – Próba ukazania pełnego obrazu wojny, bez zamazywania odmienności w doświadczeniach poszczególnych narodów. Tylko w ten sposób możemy posunąć się naprzód w kierunku wzajemnego rozumienia się, co nigdy nie będzie oznaczało pełnej unifikacji pamięci. Lepiej jednak różnić się, wiedząc o swoich, często bardzo odmiennych doświadczeniach historycznych, niż pozostawać na gruncie stereotypów i ignorancji”.
Reakcja ugrupowań prawicowo-konserwatywnych na taki program placówki była do przewidzenia. Zarówno projekt podręcznika, jak i koncepcja muzeum II wojny światowej spotkały się z ostrą krytyką. Pierwszemu z wymienionych zarzucano, że Niemcy będą w nim dominować i narzucać swój punkt widzenia, zaś w drugim dopatrywano się całkowitego deprecjonowania wkładu Polski w pokonanie Niemiec hitlerowskich, a wręcz jego relatywizowanie w wyniku zestawiania go z innymi państwami. Nie ucichły też głosy krytyczne, choć to za słabe słowo, by oddać ich ducha, pod adresem Lecha Wałęsy i jego roli. Nagle ważne nade wszystko stały się wyrwane epizody z życia Wałęsy, skrupulatnie badane i komentowane. Prosta prawda o tym, że nikt z wielkich w historii, by się nie ostał na cokole, gdyby brano pod uwagę wszystkie ich myśli i czyny, okazała się po raz kolejny nudna.
W tym czasie za tzw. miedzą, u naszego zachodniego sąsiada do druku oddawano kolejne publikacje poświęcone przełomowi 1989 roku, dopinano plany świętowania tej rocznicy, a wyłom w murze berlińskim odnosił kolejne zwycięstwie w bitwie na ikonę wyzwolenia połowy Europy spod komunizmu. O potrzebie szukania symbolu polskich przemian pisał trafnie minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski. »W przyszłym roku będziemy obchodzili 20. rocznicę wydarzeń czerwcowych i z wielkim smutkiem możemy stwierdzić, że w wyniku konsekwentnej antypolityki historycznej doprowadziliśmy do sytuacji, w której w powszechnej świadomości komunizm runął w chwili zburzenia muru berlińskiego. Świat mówi i pamięta również o aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji, a przecież te wydarzenia nigdy nie miałyby miejsca, gdyby nie Polska, gdyby nie »Solidarność«, gdyby nie tamten Sierpień i Czerwiec, gdyby nie Jan Paweł II. Naszym zadaniem jest chronić i pielęgnować pamięć narodową i symbole z nią związane, a także nauczyć się opowiadać polską historię językiem nowoczesnym i atrakcyjnym. Dajmy się wreszcie zrozumieć Europie i Światu!”. Święta racja. Godne pochwały chęci. Jak jednak miały wyglądać obchody rocznicowe w Polsce, skoro nie stworzono jakiejś ogólnopolskiej platformy porozumienia w tych sprawach? Kwestia ta związana jest z pamięcią europejską. W przypadku wybuchu drugiej wojny światowej jest ona również zróżnicowana. Linia podziału biegnie starym szlakiem, pamięć zachodu jest różna od wschodu.
Pewnym sprawdzianem jedności europejskiej w tej kwestii była 60. rocznica zakończenia II wojny światowej. Centralne uroczystości zapowiedziano w Moskwie. Sprzeciwy państw – ofiar paktu Hitler-Stalin nie na wiele się zdały. Dla społeczeństw zachodnich II wojna światowa była okresem walki z nazizmem, w którym ZSRR odgrywał wielką rolę. Z kolei dla Rosji II wojna – zgodnie zresztą ze starą zasadą ideologiczną – rozpoczynała się wraz z napaścią Niemiec hitlerowskich 22 czerwca 1941 r. i początkiem tzw. wielkiej wojny ojczyźnianej. Ten sposób patrzenia, choć trudno uznać go za zgodny z faktami historycznymi, był ogólnie akceptowany przez państwa zachodnie. Holokaust zdominował obraz ofiar nie tylko nazizmu, ale w ogóle wojny. Skutki eksterminacji dokonywanych przez Związek Radziecki ważne były tylko dla narodów, które ich doświadczyły, bo … tylko one o nich pamiętają. Duże oburzenie wywołało wystąpienie łotewskiej minister spraw zagranicznych, Sandry Kalniete na otwarcie Lipskich Targów Ksiązki w 2004 r. Mówiła ona wtedy: »Po drugiej wojnie światowej Europę przecięła żelazna kurtyna, która nie tylko zniewoliła narody Europy wschodniej, ale też wymazała ich historię z dziejów całego kontynentu. Europa zaś właśnie uwolniła się od zarazy nazizmu i było całkiem zrozumiale, że po ten krwawej wojennej łaźni niewielu ludzi miało dość sił, aby przejrzeć na oczy. Nie mieli sił, aby stanąć wobec faktu, że połową Europy nadal rządzi terror i że za żelazną kurtyną radziecki reżym wciąż dopuszcza się ludobójstwa przeciw ludom Europy i przeciw własnemu narodowi. Historia Europy była – dodawała – pisana bez naszego udziału. Historia zwycięzców drugiej wojny światowej bardzo wyraźnie podzieliła wszystkich na dobrych i na złych, na poprawnych i niepoprawnych. Dopiero po upadku żelaznej kurtyny badacze zyskali dopiero dostęp do archiwów i życiorysów ofiar. A te dane potwierdzają prawdę, że oba totalitaryzmy – nazizm i komunizm – były równocześnie zbrodnicze”. Słowa te dla nas przecież nie szokujące wywołały w Niemczech ogromną burzę. Zarzucono łotewskiej minister relatywizm historyczny, postawienie znaku równości między nazizmem a komunizmem. Jak można się było przekonać z późniejszych wystąpień minister, nie było to w żadnym wypadku jej intencją, chciała jedynie zwrócić uwagę na ofiary komunizmu, uwrażliwić zachodnią opinię publiczną na ten aspekt historii Europy.
Przy obchodzeniu rocznicy wybuchu II wojny światowej trzeba więc uwzględnić różną pamięć, jaka istnieje pośród narodów Europy. Dodatkowy kłopot stanowi tu pamięć dzisiejszej Rosji o swej przeszłości. Dotąd podjęcie tych kwestii wiązało się z przekreśleniem dotychczasowej polityki historycznej uprawianej przez Kreml, która polega na świadomym pomijaniu okresu 1939-1941, a więc ścisłej współpracy Stalina z Hitlerem. Perypetie mordu katyńskiego w rosyjskich organach sprawiedliwości dobrze pokazują naturę tego problemu. Trudno być tu zagorzałym optymistą, ale pewne sygnały zmiany można dostrzec. Nadzieja opiera się jednak nie tyle na słowach i postawach zaprezentowanych przez przywódców Rosji podczas obchodów rocznicy wybuchu wojny w 2009 r., ale przede wszystkim związana jest z rosyjską reakcją na tragiczny wypadek samolotu polskiego prezydenta pod Smoleńskiem 10 kwietnia tegoż roku.
Należy przyznać, że w miesiącach poprzedzających obchody dat historycznych w 2009 r. wielu obserwatorów wyrażało głębokie zaniepokojenie aktywnością władz i instytucji odpowiedzialnych za organizację uroczystości. Obawy wzbudził także konflikt na linii premier – prezydent, który był rywalizacją między dwoma ośrodkami władzy na polu polityki historycznej. Wyrażano obawy, czy siła oddziaływania obrazów upadającego muru berlińskiego stanowi zagrożenie dla wszystkim innych ikon wyzwolenia Europy Środkowo-Wschodniej, w tym polskiej »Rewolucji Solidarność” i jej przywódcy, Lecha Wałęsy. Z perspektywy minionych miesięcy należy z naciskiem podkreślić, że te obawy nie sprawdziły się. W 2009 r., od dawna już nie dyskutowano i mówiono tyle o II wojnie światowej. Po raz pierwszy też dyskusja – co warto podkreślić – stała się ogólnoeuropejska i przyczyniła się – takie można mieć wrażenie – do zaakceptowania polifonii pamięci istniejącej w dzisiejszej Europie. Organizatorzy berlińskich obchodów zburzenia muru zadbali o uwzględnienie wydarzeń w innych krajach Bloku Wschodniego, na czele z Polską. Widok Wałęsy, który jako pierwszy obala kostkę ogromnego domina symbolizującego mur dzielący nie tylko miasto, naród, ale i kontynent, zrobił wielkie wrażenie również w jego ojczyźnie.
Także przypomnienie faktu podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, który poprzedził wybuch II wojny światowej, unaoczniło krajom Europy Zachodniej, jak ważne to było wydarzenie i jakie miało brzemienne skutki dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Zwłaszcza w RFN data podpisania układu Ribbentrop- Mołotow i wybuch II wojny światowej były szczególnie upamiętniane. Zorganizowano konferencje naukowe, ukazały się nowe opracowania, wyprodukowano filmy. W rocznice podpisania paktu ponad 140 intelektualistów niemieckich wystąpiło publicznie z oświadczeniem, w którym jednoznacznie i zdecydowanie mówili o skutkach przejściowego sojuszu niemiecko-radzieckiego. »W całej Europie wspominamy zmierzch komunistycznych dyktatur w Europie Środkowo-Wschodniej – pisali sygnatariusze – , który nastąpił 20 lat temu. Uroczystości i konferencje, wystawy i filmy przypominają odwagę obywatelską wielu ludzi, którzy poprzez swój pokojowy protest nie tylko pokonali dyktaturę, lecz również zbudowali podstawę do stworzenia demokracji oraz obalenia podziału Europy i Niemiec. Początek tego podziału oraz władzy komunistycznej w Europie Środkowo-Wschodniej, trwającej ponad cztery dekady, stanowiła II wojna światowa. Dlatego też ze wstydem i smutkiem pamiętamy o 1 września 1939 roku, kiedy to narodowosocjalistyczne Niemcy napadły na Polskę. Osiem dni wcześniej Niemcy i Związek Radziecki podpisały bezduszny niemiecko-sowiecki pakt, na mocy którego oba państwa totalitarne podzieliły między sobą kraje nadbałtyckie oraz Polskę, Finlandię i Rumunię. Niemiecki i sowiecki napad na Polskę we wrześniu 1939 roku był preludium do niemającej precedensu zaborczej i niszczącej wojny, którą Niemcy wyrządzili swoim sąsiadom w Europie, zwłaszcza w Polsce, a także w Związku Radzieckim, niepojętą krzywdę.” Był to ważny głos na forum publicznym, wskazujący na genezę tragedii Polski i innych krajów regionu. Ponadto w sposób nie budzący żadnych wątpliwości podkreślono rolę i znaczenie Polski i innych krajów wschodnioeuropejskich w obaleniu komunizmu. »Nie zapomnimy, że to przede wszystkim Polacy walczący za własną i naszą wolność zadali pierwsze ciosy systemowi komunistycznemu. Dziękujemy również członkom Karty 77, którzy dodali nam odwagi do życia w prawdzie. Pamiętamy o wszystkich, którzy utorowali na Węgrzech drogę do demokracji i latem 1989 roku otworzyli żelazną kurtynę. Sowieccy dysydenci zaangażowani byli w obronę praw człowieka długo przed latami głasnosti i pieriestrojki”. Gazety w Polsce – niezależnie od reprezentowanych profili politycznych – uznały oświadczenie intelektualistów za przełomowe i godne najwyższego uznania.
Żywo interesowano się obchodami rocznicowymi na Westerplatte oraz wypowiedziami polityków z państw sąsiednich. Decyzja kanclerz Merkel o przyjeździe do Gdańska i potwierdzenie tym samym uczestniczenia w obchodach na Westerplatte długo przed oczekiwanym terminem było bardzo dobrym znakiem. Pokazywał on, że Niemcy – pomimo podnoszonych czasami nad Wisłą zarzutów o pisaniu historii na nowo, a II wojny i pierwszych lat powojennych w szczególności – nie zmienili swego stosunku do września 1939 r., z dużą pokorą podchodzą do tej tragedii i własnej odpowiedzialności. Z pewnym niepokojem czekano na wystąpienie premiera Rosji, Władimira Putina. Wiele osób miało w pamięci ogromne obchody w Moskwie sprzed 4 lat, gdzie hucznie obchodzono dzień zakończenia II wojny światowej. Dla wielu krajów, w tym Polski, obchody te miały przebieg bolesny i rozczarowujący. Rosja odwoływała się wtedy jedynie do Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, skrzętnie pomijano okres dwuletniej współpracy z nazistowskimi Niemcami w latach 1939-1941. Ponadto przyjazd premiera Putina do Polski poprzedziła niejasna antypolska kampania w Rosji, która miała zmniejszyć rolę i znaczenie paktu Ribbentrop-Mołotow i oskarżała Polskę o współpracę z Niemcami hitlerowskimi. Wprawdzie wystąpienie Putina na Westerplatte było uznane przez część obserwatorów za mało konkretne, za zbyt ogólnikowe. Zadowalające dla nich byłoby tylko otwarte potępienie paktu Ribbentrop-Mołotow i Stalina. Warto jednak przypomnieć, iż w premier Putin wypowiedział ważne słowa, m.in. o wznowieniu dialogu historycznego polsko-rosyjskiego i potrzebie budowy wspólnego domu historii. Jeszcze raz kłopoty z porozumieniem polsko-rosyjskim pokazało, jak kruchy jest to dialog i że nie można go oceniać przez porównanie z dialogiem polsko-niemieckim. Ma on swą specyfikę, własną temperaturę emocji, ale dobrą wolę w ostatnich dwóch tygodniach strona rosyjska, niewątpliwie pod wrażeniem tragedii w Smoleńsku, ale być może także w efekcie mocnego podkreślania przez Polskę wagi kwestii historycznych, wyraźnie okazała. Ostatnie wypowiedzi prezydenta Rosji, Miedwiediewa mogą zapowiadać zmianę w kwestii postrzegania zbrodni stalinowskich. »Jeśli mówić o Stalinie i osobach, które pracowały pod jego kierunkiem, liderach ówczesnego Związku Radzieckiego – mówił on w połowie kwietnia 2010 r., to dokonali oni zbrodni. Jest to dla wszystkich zrozumiałe i oczywiste. Dokonali zbrodni i wobec własnego narodu i w pewnym sensie wobec historii”. Dzisiaj jeszcze trudno powiedzieć, czy ten trend się utrzyma. Mamy jednak więcej argumentów na tak niż w końcu zeszłego »rocznicowego” roku.
Zeszłoroczne obchody wybuchu II wojny światowe zwracają uwagę na jeszcze inny aspekt, kwestię pamięci europejskiej. Jest wielu historyków, którzy podważają próby jej tworzenia. Trudno nie odmówić im racji. Często tworzenie pamięci europejskiej kojarzy się z polityką historyczną Unii Europejskiej. Ale i w tym przypadku nie ma tam zgodności, co ma się znaleźć w skarbnicy tej europejskiej pamięci. Najlepszym tego dowodem są nie tylko trudności w stworzeniu wspólnego muzeum, ale także i podręcznika europejskiego do historii. Wydaje mi się, że odpowiedzią na te problemy winna być akceptacja narodów tworzących Europę dla polifonii pamięci. Podobnie jak to było w przeszłości Starego Kontynentu, także i dzisiaj jego dużą zaletą jest różnorodność, choć hołdowanie tym samym wartościom. Wprawdzie w zglobalizowanym świecie dyskusje na temat wartości nie odbywają się zbyt często, umykają one gdzieś pod wrażeniem ciągłego ruchu, przyspieszenia. Polifonia pamięci nie oznacza jednak dowolności, czy przypadkowości, lecz tolerancję i szacunek dla pamięci innych. Tą polifonię można osiągnąć jedynie w drodze dialogu, który jest kolejną cechą zjednoczonej Europy. Jest to wyzwanie, przed którym stoi nie tylko Polska, Niemcy i Rosja, lecz także inne narody Europy. »Tak jak rok 1939 – pisali w swym oświadczeniu intelektualiście niemieccy – , również 1989 stał się, choć w inny sposób, rokiem europejskiego przeznaczenia. Wolna i demokratyczna Europa musi być świadoma swojej historii. Potrzebuje więc pamięci o czasach komunizmu i jego upadku”.
Powrót do dialogu i współpracy w sferze upamiętniania i edukowania o historii jest konieczny. Nie jest niczyją dobrą wolą ani w Polsce, ani w innym kraju, tylko poważnym obowiązkiem. Nie jest to sprawa dwustronnych relacji, ale stanu ducha całej europejskiej rodziny, także tych jej członków, którzy pozostają poza granicami UE. To właśnie dzisiaj kontynent nasz potrzebuje spokoju, rozwagi i solidarności. Potrzebuje dobrych znaków. Umiejętne pokazanie wydarzeń historycznych, ale nie przeciw sobie, ale raczej w kontekście doświadczenia ludzkiego i wysiłków przezwyciężenia dramatycznej historycznej schedy jest tym, czego Europa od nas oczekuje. Jest tym, czego powinniśmy sami od siebie oczekiwać. Rok 1939 był tragedią Polski, Europy i świata. Rok 1989 był wielkim pozytywnym przełomem, szansą, którą narody dostają niezwykle rzadko.
Prof. Dr hab. Krzysztof Ruchniewicz, ur. 1967 roku jest dyrektorem Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. W. Brandta na Uniwesytecie Wrocławskim, kierownikiem Katedry Nauk Historycznych
- Pod wspólnym niebem? - Rok 1989 w Europie
- 20 Years After
- Chronology
- Four Memories
- Dealing with ‘1989’ in united Germany
- Historyczne jubileusze w 2009 r. w świetle politycznych debat w Polsce
- Celebrations of the 20th anniversary of the Iron Curtain’s fall in the Czech Republic
- the context of events of the Prague Goethe Institute
- Supporters
- Imprint